Tragiczny pożar w Poznaniu – pech czy efekt zaniedbań?

Tragiczny pożar

W ostatnich dniach cała Polska żyje sprawą tragicznego pożaru do którego doszło w Poznaniu. Stała się olbrzymia tragedia, dwóch strażaków zginęło na służbie, kilkanaście osób poniosło obrażenia, kilkadziesiąt zostało bez dachu nad głową. Najmniejszej wątpliwości nie ulega, że jest to straszliwe zdarzenie i musi minąć trochę czasu, zanim specjaliści będą wstanie dokładniej określić co się stało.

Prawie natychmiast w przestrzeni medialnej pojawiło się kilka teorii co do przyczyny wybuchu pożaru. Myślę że każdy rozsądny człowiek, powinien jednak wstrzymać się z osobistymi osądami. Nikt z nas, nie ma kompetencji do oceny tak poważnych kwestii na podstawie informacji medialnych. Dajmy fachowcom pracować.

Niemniej jednak, możemy porozmawiać o problemach i zagrożeniach systemowych. O rzeczach uniwersalnych, które naprawdę nie powinny być w państwie aspirującym do krajów zachodu, ignorowane.

Przyczyny pożaru i kwestia szczęścia

Gdzieś tam w eterze medialnym, praktycznie od początku, pojawiało się hasło o wybuchu akumulatorów. Brzmi to bardzo smakowicie, natomiast na moment pisania tego artykułu nie ma żadnego potwierdzenia dla tej teorii. Niezależnie od pierwotnej przyczyny, warto też się pochylić z uwagą nad tą kwestią, ale o tym za moment.

Pożar, zgodnie z doniesieniami medialnymi, został wykryty w pierwszej kolejności przez czujnik pożarowy zainstalowany w mieszkaniu na trzecim piętrze. To o tyle ciekawe, że wszystko wskazuje na to, że źródło pożaru miało miejsce w piwnicy. Czyli pożar zdążył wybuchnąć i osiągnąć taki stan, w którym urządzenie cztery kondygnacje wyżej było w stanie go wykryć. Czaicie?! Gdyby nie jedna przytomna i rozsądna osoba która zainstalowała sobie w domu czujnik, to być może ofiar śmiertelnych było by nie dwie, a dwadzieścia. Mieszkańcy mieli szczęście.

Szczęścia zgodnie z wypowiedzią eksperta w TV nie mieli zaś strażacy. Tylko to jest olbrzymie uproszczenie, wręcz uważam że dość skandaliczne. Nikt, a w szczególności ekspert, nie powinien takich rzecz składać na karb szczęścia lub nieszczęścia. Od tego jest tylko krok do bredni w stylu „wola boska”. Szczęście to tylko jeden z małych elementów, a w ten sposób tak naprawdę stwarzamy wygodną wymówkę do ignorowania innych elementów.

Budynki mieszkalne (kamienica w Poznaniu miała lokale usługowe) nie podlegają ewidencji pożarowej. Strażacy mówią że to szkoda i nie dobrze. Ale czy ktoś z nich cokolwiek robi by to zmienić? Może nie jest realnym ewidencjonowanie poszczególnych lokali mieszkalnych, ale bryła budynku co do zasady jest stała, a gdy się zmienia to i tak jest potrzebny proces dokumentacyjno-administracyjny. Może należało by wymusić zmianę legislacyjną w której rysunki projektowe będą musiały być wgrywane do „Centralnej bazy PSP”? To nie jest w dzisiejszych czasach nic niewykonalnego, ani nie jest jest to abstrakcyjnie drogie. Tego się po prostu nie robi i wszystkim jest z tym wygonie. Tylko pogorzelców żal.

Mieszańców kamienicy uratował czujnik dymu. Szkoda że nie wszyscy je mają. No piękna narracja, co dziwne dopiero dzisiaj pojawiająca się w mediach, a już od Niedzieli powinno być o tym głośno mówione. Przedstawiciele Państwowej Straży Pożarnej zachęcają do instalacji w mediach. A może by poszli krok dalej, zainwestowali część swojego budżetu zarówno intelektualnego jak i finansowego w promowanie instalacji takich czujników. Może powinni lobbować za obowiązkiem wyposażania mieszkań w takie urządzenia? Może powinni wzorem kolegów z innych krajów, umieszczać komunikację na ten temat na swoich lśniących i drogich pojazdach. Zapewniam że hasło „A czy Ty masz w swoim domu czujnik dymu?” daje dużo więcej niż nic. Widziałem takie rozwiązania w wielu krajach. Tylko w Polsce się takich czujników nie tylko nie wymaga, ale też praktycznie nie chce promować.

Reklamy

Domniemanie logiki

Wracając do kwestii płonących akumulatorów. Wszystko wskazuje, że w budynku mieszkalnym miała miejsce firma zajmująca się wymianą ogniw zasilających w akumulatorach. Nie dajcie się nabrać na żadne hasło typu regeneracja, tam nikt niczego nie regeneruje, po prostu wyjmuje jedne ogniwa, wkłada drugie. Tego typu biznes obraca siłą rzeczy dużą ilością materiałów niebezpiecznych. Każdy z nas pewnie widział w internecie filmy z płonącymi autami elektrycznymi, albo wybuchającym akumulatorem od hulajnogi elektrycznej czy telefonu. No więc jasnym jest że akumulatory, szczególnie litowo jonowe, jak i litowo polimerowe, to jest niebezpieczny towar.

Czy PSP jadąc do pożaru wiedziała o obecności takiego biznesu pod tym adresem? Nie wiem, ale prywatnie wątpię. Jak już wspominałem wyżej budynki mieszkalne nie podlegają takiej samej inwentaryzacji pożarowej jak na przykład budynki użyteczności publicznej i wygląda na to, że mimo deklaracji, każdemu z zaangażowanych to pasuje. Być może dowódca akcji zrobił w drodze jakieś rozeznanie, przejrzał google maps itp. A być może nie. Pewnie akurat tego nigdy się nie dowiemy.

Jest jeszcze coś ważnego. Oczywiście możemy mówić, że do czasu potwierdzenia przez ekspertów nie należy ferować żadnych teorii. Ale bądźmy uczciwi dla siebie samych, jest coś takiego jak domniemanie logiki. Jeśli w budynku jest firma zajmująca się przerabianiem akumulatorów, to te akumulatory tam się znajdują. Czy były one przyczyną, to ustalą eksperci. Pewni natomiast możemy być tego że były i płonęły.

Indolencja przeciwpożarowa

Jest lotnisko. Jest lotniskowa straż pożarna. Jest rafineria, jest zakładowa straż. Jest fabryka amunicji, są instrukcje bezpieczeństwa, infrastruktura itp. Jest januszowy biznes zgrzewający materiały o cechach wybuchowych w postaci ogniw do akumulatorów. Jest cokolwiek? Ja pytam, mam nadzieję że eksperci to zbadają. Natomiast sądząc po doniesieniach medialnych o zgrzewaniu ogniw na drewnianym stole, myślę że wiele nie należy się spodziewać.

Oczywiście, możliwe że prawnie taki biznes można by prowadzić nawet w środku przedszkola. Czujniki w mieszkaniach nie są obowiązkowe. Dzielnicowy nie ma w liście swoich zadań sprawdzania czy biznesy w jego rejonie przestrzegają przepisów. Wymówek jest wiele, ale łączy je jedno, indolencja w zakresie przeciwdziałania takim wypadkom jak ten w Poznaniu. Strasznie przykre.

Kupże cholerny czujnik!

Zrób dobrze sobie, sąsiadom i mi. Dzisiaj, najdalej jutro, zamów przez internet czujnik dymu i zainstaluj w przedpokoju. Czasem Cię wkurzy jak lakierem popsikasz włosy, ale może Cię uratować przed śmiercią pewnego dnia lub nocy. Myślę że to warte tych kilkudziesięciu złotych. Nie czekaj na przymus prawny, nie czekaj na tragedię, po prostu kupże to cholerstwo jeszcze dziś.

Krzyś.

Reklamy

Chcesz się czymś podzielić? Komentuj śmiało, ale zawsze grzecznie.