W miniony weekend moja cierpliwość do usługi google pod nazwą blogger/blogspot ostatecznie się wyczerpała. Z związku z tym postanowiłem przenieść się do stajni wordpress.com. O szczegółach na pewno jeszcze napiszę, natomiast na ten moment mam kilka refleksji do podzielenia się.
Jakkolwiek edytor w blogspocie nie był zły, w zasadzie zaspokajał podstawowe potrzeby pisania na szybko, to musze przyznać że tutejszy edytor jest dużo przyjemniejszy. Może nawet na tyle przyjemny, że warto będzie z niego korzystać na stałe, zamiast z mojego ukochanego Ulysessa.
Sam wordpress widać, że oferuje niezliczoną ilość opcji i ustawień, natomiast wiele z nich jest dostępnych wyłącznie w płatnych abonamentach. Jest to zrozumiałe i niezrozumiałe jednocześnie. Jakkolwiek niektóre rzeczy są faktycznie „zaawansowane” i wtedy rozumiem ich reglamentację, to jednak ograniczanie dopinania analityki uważam że zwyczajne wymuszanie płatnych abonamentów. Zwłaszcza że podstawowa analityka wordpress jest również okrojona w bezpłatnej wersji platformy.
Ustawienia i personalizacja to jest taka dżungla, że będę musiał obejrzeć kilka tutoriali oraz zapoznać się z dokumentacją, ogólnie jednak jest to całkiem obiecujące. I taka też będzie moja początkowa ocena całego rozwiązania.
WordPress.com jest obiecujący. Krzysiek.


Chcesz się czymś podzielić? Komentuj śmiało, ale zawsze grzecznie.