Szybki background.
W Niedzielny poranek przeglądałem sobie social media. Dużo treści które nic nie wnoszą, szczególnie koncept tych 24h stories temu sprzyja. Dużo ludzi którzy publikują tylko dla publikowania, bo mistyczny algorytm docenia konsekwentnych. Już miałem odłożyć telefon, gdy moim oczom ukazała się „relacja” z wyprawy jakiejś grupki ludzi. Zszokowało mnie jakiej egzaltacji użyli do opisania swojej wycieczki.
Egzaltacja – konieczność czy brak smaku?
Kolesie Ci pojechali samochodami na plażę w Danii. Brzmi ciekawie, to prawda, szczególnie dla kogoś z Polski. Kraju w którym auto na plaży prawie na pewno oznacza pijanego debila. No a Ci goście byli na plaży, nie wyglądali też na pijanych, a nawet porobili tam dziesiątki zdjęć i filmików. Okraszone to było tytułami pokroju „Udało nam się!”, „Zrobiliśmy to!” i tak dalej. Fajnie, no tylko czy ktoś by się ekscytował wjechaniem na parking pod Netto w Odense? A dokładnie taki jest to wyczyn, gdy wjeżdża się na plażę na której ruch samochodowy jest dopuszczony. Wyczyn dość znikomy, chyba każdy to przyzna kto zna tło czegoś takiego. Na dodatek wszystko wskazuje na to, że importer marki uznał to za świetne działanie marketingowe. Bardzo przykre, ale myślę że niestety słusznie zrobili. To się klika dobrze, tym się ludzie ekscytują. W czasach udostępniania cudzych kreacji, zamiast tworzenia czegoś samemu, tego typu przesadzone materiały mają dobre wyniki. To jest bardzo przykre, to jest strasznie prostackie, ale to też najzwyczajniej w świecie działa. Internet wywalił stolik reklamy, po prostu. Skutkiem ubocznym tego jest jednak niestety ta sztuczna egzaltacja.
W pułapce udostępnień i analityki.
W omnirzeczywistości w której teraz żyjemy bardzo ważne jest by się przebić ze swoim komunikatem reklamowym. Generalnie najlepiej jest, by taki komunikat otaczał naszych odbiorców z wielu stron. Pan Wiesio z billboardem w Mysiadle ma rację że jego tablicę oglądają dziesiątki tysięcy kierowców w korku każdego dnia. Na tej podstawie domaga się powiedzmy kwoty 3000 PLN za tydzień ekspozycji reklamy. Fajnie, podobnie jest w internecie, koncerny chcą by im płacono za wyświetlanie reklam. To wszystko jest ważne, ale jeśli chodzi o ogólną świadomość marki wśród potencjalnych klientów, można skorzystać właśnie z tego typu eventu. Jesteśmy importerem samochodów, dajemy coś z floty prasowej na tydzień, karta paliwowa, może nawet jakieś wynagrodzenie. To są umiarkowane koszty. Zysk wizerunkowy może być bardzo duży, a jest tym większy im bardziej nadmuchana jest taka relacja. Im więcej udostępnień, reakcji, komentarzy, lajków, te wszystkie rzeczy budują obraz zasięgu danego wydarzenia. Potem sobie siedzi jakiś analityk i wnioskuje czy to było dobre, czy też nie. No i to nas doprowadza do puenty, ponieważ nie wiemy kto z osób do których przekaz marketingowy dotarł, jest prawdziwym perspektywicznym klientem. Liczy się po prostu brutalna siła i jak najszersze propagowanie treści. Szczególnie, że w przeciwieństwie do reklamy, przy takim viralowym marketingu, nie płaci się za to. Koszt działania jest jeden, niezależnie od tego czy zobaczy go 500 osób czy 500000.
Jazda po bandzie popłaca?
Generalnie tak. Ponieważ koszt jest stały, to trzeba zwiększać zasięg takiego działania. A nic tak nie pomaga jak właśnie jakaś egzaltacja, przypał, kontrowersje. To jest bardzo straszne, ale tak niestety jest. Dlatego kreacje trzeba pompować tak bardzo jak się tylko ta. Jakość tego jest gówniana i zasmucająca, ale tego w analityce nie widać. Widać za to że dużo ludzi to widziało, więc jest fajny starter do pochwalenia się prezesowi boomerowi co nic nie rozumie. Strasznie smutne, chociaż zrozumiałe.
I nadal się czuję z tym źle.
Cały czas jest mi przykro że to widziałem, czuję straszne załamanie, że świat zmierza w stronę takiego chłamu. Ale każdy kolejny dzień przesuwa nas w tę stronę. Powyżej wyjaśniłem, że tak naprawdę są to działania całkowicie zrozumiałe, pewnie również biznesowo uzasadnione. No ale w żaden sposób nie zmienia to faktu, że jest to po prostu czysty szajs.
Pozdro, Krzyś.


Chcesz się czymś podzielić? Komentuj śmiało, ale zawsze grzecznie.