Ten post oryginalnie pojawił się 31 maja 2024 na poprzedniej platformie tego bloga.
Ogólna ocena: Tak se.
Kiedy postanowiłem zacząć spisywać swoje przemyślenia i refleksje, wiedziałem że nie chcę narzucać na siebie nadmiernej presji. Ma to być z zasady nieregularnik i zawierać wyłącznie osobiste opinie. To na razie się udaje całkiem dobrze. Postanowiłem również przy tej okazji testować różne rozwiązania, niektóre w przeszłości eksplorowałem, inne będą kompletnie nowe dla mnie. Początek to oczywiście podstawowe rozwiązania firmy Google.
Na plus +
Blogger
Platforma na której jesteśmy, czyli blogger/blogspot to rozwiązanie oferowane przez Google, wedle mojej wiedzy za darmo, albo prawie za darmo. Nie jestem w sumie pewien czy dane gromadzone tutaj wliczają się do puli udostępnianej do konta, czyli w szczególnych przypadkach może być konieczne dokupienie większej ilości dostępnego miejsca. Samo założenie bloga jest bardzo proste i ogranicza się do kilku kliknięć. Jako wadę tego systemu często podaje się ograniczoną możliwość dostosowania, ale ja szczerze mówiąc uważam że to bardzo przesadzone. Możliwości konfiguracji są rozbudowane, można edytować kod strony, natywnych rozwiązań do statystyki czy monetyzacji też jest trochę. Na pewno wordpress oferuje dziesiątki wtyczek i integracji, ale bądźmy uczciwi, nie są one potrzebne do prowadzenia bloga. A gdy komuś z racji rozbudowania serwisu są już potrzebne, no to raczej i tak powinien zbudować serwis od zera, a nie korzystać z gotowego systemu. Tak więc opowieści o wyższości wordpressa nad bloggerem moim zdaniem są bredniami, jeśli chcemy korzystać z nich w sposób do którego zostały zaprojektowane. Tak więc platforma jak najbardziej na plus.
Analytics
Google Analytics jest dla mnie coraz bardziej skomplikowane i bez poświęcenia chwili na zapoznanie się z dokumentacją nie jest łatwo wyjść poza podstawowe parametry, czyli czy wchodzą czy też nie. Samo narzędzie jest dużo bardziej profesjonalne niż byle amator blogowania może potrzebować, dlatego z poziomu bloggera są również przygotowane uproszczone statystyki. Analytics podłącza się do bloggera moim zdaniem super łatwo. Po skonfigurowaniu konta na platformie, kopiujemy identyfikator śledzenia i jest w ustawieniach bloggera specjalne pole gdzie należy go wkleić. Działa to bardzo sprawnie i dobrze. Google Analytics również zatem oceniam na plus.
Samo pisanie
Sama procedura pisania, emocje z tym związane, myślę że na razie są na plus. Nie czuję wielkiej presji, ale jednocześnie czuję się zmotywowany by czasem tutaj coś skrobnąć. Mam kilka starych artykułów na Substacku, więc zanim go zamknę i podsumuję przygodę tam, to przeniosę je tutaj i repostuję. Na ten moment jestem trochę zakręcony czasowo, więc dla uproszczenia piszę bezpośrednio w edytorze bloggera. W dłuższym okresie czasu przeniosę się na pewno z pisaniem do dedykowanego edytora. Korzystałem z kilku, ale chyba najbardziej do gustu podszedł mi Ulysses. Chociaż jego organizacja i praca z folderami jest dla mnie nadal zagadką. Myślę że tak jak o przygodzie z Substackiem, tak i o oprogramowaniu którego używam, napiszę jakieś przemyślenia. Idea blogowania podsumowując, również na plus.
Na plus ujemny –
Adsense
W tym wiadrze miodu na temat rozwiązań od firmy Google muszę umieścić sporą porcję przysłowiowego dziegciu. W ramach testów i zabawy chciałem od samego początku wyświetlać wam trochę reklam, nic strasznego, ale byłem ciekawy czy monetyzacja takiego super niszowego miejsca jest w ogóle realna. Bez celów, bez presji, tylko taki dodatkowy revenue stream. Niestety mimo prób, nadal nie udało mi się tego uczynić. Niestety nie umiem również powiedzieć dlaczego. Może strona jest zbyt mała, może ruch zbyt drobny. W każdym razie Google odmówiło umieszczania reklam na mojej stronie „w trosce o najwyższe standardy”. Jest to trochę zabawne biorąc pod uwagę jakie gówno ludzie dają radę im wciskać na kampanie, ale rozumiem że moja pozycja jest gorsza bo ja chcę od nich część pieniędzy dostać, a nie wydać. Kiedyś co prawda miałem w innym mikroblogu reklamy, ale widocznie czasy się zmieniły i teraz sito weryfikacji jakieś tam jest. Możliwe że to nawet dobrze. Tylko nadal niestety nie wiem co jest przyczyną, bo w mailu otrzymanym od firmy Google nie dostałem żadnego wyjaśnienia. Zaznaczono co prawda że nie zawsze są w stanie wyjaśnić przyczyny odmowy, ale taka arbitralność jest bardzo przykra i pokazuje gdzie firma ma użytkowników. Pomoc techniczna jest w zasadzie samopomocą, ale na domiar złego materiały tam obecne są mocno zdezaktualizowane. Zobaczymy za jakiś czas, będę podejmował próby i dawał znać co i jak. Na ten moment jest to sporo straconego czasu bez efektu, tak więc plus ogromnie ujemny.
Search Console
Google Search Console to kolejne rozwiązanie z którego nie jestem w pełni zadowolony. Nie wiem jaka jest przyczyna tego, ale mimo zgłoszenia mapy strony, nie mogę się doczekać by łaskawie zindeksowano mojego bloga. Tzn najpierw okazało się że blog ten dodał się do konsoli dwa razy niewłaściwie, a trzeci raz ok. Nie jest to więc tak bardzo proste jak się wydaje. Dodatkowo mam wrażenie że dwa błędne profile bloga spowodowały zablokowanie indeksowania, bo otrzymałem wiadomość z której wynikało że jest jakiś duplikat strony, więc żadnej nie zindeksują. Poświęciłem trochę czasu, udało mi się ogarnąć że to jak moja strona się domyślnie chciała dodać to jest właśnie 2x źle, i udało mi się manualne zgłosić tam całego bloga poprawnie. Mapa strony się zassała pięknie, URLe Google rozpoznało, ale finalnie zindeksowało tylko jeden. Pozostałe są od ponad tygodnia „pending”. No niezbyt fajne początki, ale zobaczymy jak się to rozwinie. Jak narazie uważam że, podobnie jak z AdSense, działa to znowu gorzej niż kilka lat temu. No ale przynajmniej są oznaki początków indeksowania. Tak czy owak, jest to plus ujemny aktualnie.
Czas na research techniczny
Nie wiem czy wiecie, ale są pewne regulacje które mają nas chronić. Generalnie idea jest słuszna i z tym się zgadzam, ale egzekucja to jest dramat. Kojarzycie pewnie pop-upy odnośnie ciasteczek. Są prawnie wymagane, a nawet w dobrym tonie, tylko że większość osób bezrefleksyjnie klika „zgadzam się”. No to chyba nie na tym powinna polegać ochrona ludzi, raczej na ich uświadamianiu. Ja sam bardzo często oglądam co tam jest napisane, niektóre strony bardzo też utrudniają tam odmowę zgody (ta strona chyba też). Tak czy owak jest to coś na co aktualnie jesteśmy skazani. Intencja ochrony dobra, egzekucja bardzo średnia. Podobnie jest z RODO i politykami prywatności, tylko tutaj jest jeszcze więcej problemów i niemała niejednoznaczność. Ja Waszych danych w żaden sposób nie zbieram, wszystkie ciasteczka, trackery i inne sztuczki, dostarczane są poprzez system do blogowania. Niestety zgodnie z zasadą w której odpowiedzialność spycha się na najsłabsze ogniwo w procesie, to jest według Google moją odpowiedzialnością by zadbać byście drodzy czytelnicy byli dobrze poinformowani. Pracuję więc nad taką polityką prywatności, ale jest to wszystko bardzo czasochłonne jeśli chodzi o research. Oczywiście jest mnóstwo stron które się tym nie przejmują i albo nie mają polityki prywatności albo jest to blaga, i jakoś niespecjalnie się tym ktoś przejmuje, to jednak ja staram się być fair. Tylko ponoszę tego koszt, w postaci dużej ilości czasu poświęconego na coś, co i tak prawdopodobnie każdy w milczący sposób zaakceptuje. Zagadnienie ciekawe na artykuł pewnie, ale na ten moment jest to plus ujemny, ponieważ nakład pracy na to jest w mojej ocenie dużo większy niż korzyść dla kogokolwiek.
Dziękuję i pozdrawiam
Krzyś


Chcesz się czymś podzielić? Komentuj śmiało, ale zawsze grzecznie.